Pratulin

Duchowe przygotowanie do 25. rocznicy beatyfikacji Błogosławionych Męczenników z Pratulina

Kościół Wed 20.01.2021 16:51:37
20
Jan 2021

W ramach duchowego przygotowania wiernych diecezji siedleckiej do uczczenia 25. rocznicy beatyfikacji Błogosławionych Męczenników z Pratulina, która odbyła się 6 października 1996 r. w Rzymie pod przewodnictwem św. Jana Pawła II, wszystkie parafie i ośrodki duszpasterskie naszej diecezji zaproszone są do podjęcia dziewięciomiesięcznej nowenny.

Nowenna rozpocznie się 23 stycznia 2021 r., w liturgiczne wspomnienie bł. Wincentego Lewoniuka i jego Towarzyszy, i kontynuowana będzie 23. dnia każdego miesiąca, aż do września. Centralne uroczystości 25-lecia beatyfikacji Błogosławionych Męczenników zaplanowane są na niedzielę, 3 października 2021 r., w ramach Diecezjalnej Pielgrzymki Mężczyzn do Pratulińskiego Sanktuarium.
Katolickie Radio Podlasie pragnie również zaangażować się w przeżywanie nowenny poprzez propozycje programowe, na które złożą się cotygodniowe audycje:
1. W poniedziałki o 12:40 – audycja pod red. ks. Pawła Brońskiego pt. „Zwykłe-niezwykłe wstawiennictwo Męczenników Podlaskich”, czyli świadectwa ludzi, którzy otrzymali łaski dzięki orędownictwu błogosławionych Unitów.
2. W środy o 12:40 – audycja pod red. Joanny Kuczborskiej pt. „Skarbiec serca Unitów Podlaskich”, czyli o duchowości Unitów.
3. W soboty po 11:00 – audycja pod red. Grzegorza Welika w ramach cyklu „Cudze chwalicie – swego nie znacie”, czyli historyczne migawki, dotyczące Unitów Podlaskich.
_________________________
HISTORIA UNITÓW Z PRATULINA
Ks. Józef Kurmanowicz, proboszcz parafii Pratulin, nie akceptując prawosławia i bojąc się aresztowania, dnia 26 grudnia 1873 r., a więc 8 stycznia zbiegł do Galicji. Dzień wcześniej odprawił Bożonarodzeniowe nabożeństwo i po raz ostatni przemówił do parafian. Ludność żegnała go na klęczkach. Tegoż dnia, tj. 25 grudnia, a wedle kalendarza gregoriańskiego 7 stycznia 1874 r. po zamknięciu cerkwi kobiety odebrały od stróża klucze i je ukryły.
Zawiadomiony o wszystkim gubernator polecił przygotować, oczywiście na rachunek winnych, drugą parę kluczy i umożliwić popu sprawowanie prawosławnej liturgii. Parafian pratulińskich poruszyła wieść, iż ich administratorem z polecenia Popiela został młody Galicjanin, ks. Urban. Wiedziano już, że przeszedł na prawosławie, bowiem wcześniej odprawiał nabożeństwo w Krzyczewie. Dnia 7 stycznia Urbana w ogóle nie dopuszczono do ołtarza i mimo oporu z jego strony usunięto go poza kościelny cmentarz. Cerkiew została zamknięta, klucze zaś wzięła pod swoją opiekę Marianna Pikuła z Derła a po jej aresztowaniu ukryły je inne kobiety. Pop Urban powiadomił o wszystkim gubernatora Gromekę. Po jakimś czasie zjechał do zbuntowanych pełnomocnik Kutanina, odpowiedzialny w powiecie za sprawy policyjno-porządkowe, kapitan sztabowy Fadiej Osipowicz Klimenko. Aby skłonić zebranych do oddania kluczy używał różnych argumentów, a wreszcie przypomniał im carskie dobrodziejstwo: "uwolnienie od panów". Dalsze wywody przerwał mu jeden z unitów wołając: "Panowie wiedzieli co robili, oni bili się za wiarę, daj im Boże zdrowie. Gdybyśmy byli wtenczas o tem wiedzieli, jużby tu ani jednej nogi z was nie było. A wy złodzieje, psie syny, nas zwodzili, mówiliście, że oni się biją za utrzymanie pańszczyzny, a teraz nas chcecie porobić chizmatykami. Niedoczekanie!
Nikt już nie miał złudzeń, że opór przeciwko wprowadzaniu prawosławia przyjdzie zapłacić krwią (dochodziły bowiem informacje o zajściach w Drelowie, Zabłociu i Polubiczach). Na odbytej naradzie postanowiono bronić wiary ojców. Wzmożono czujność, pilnie strzeżono świątyni. 24 stycznia 1874 r. parafianie pratulińscy tłumnie zebrali się pod swoją świątynią. Przybył na miejsce Kutanin oszacował zebrany za ogrodzeniem kościoła tłum na 500 osób, tj. nieco więcej niż 1/3 parafian. Kutanin pełen wiary w siebie był przekonany, że nakłoni pratulińskich unitów do oddania świątyni i wpuszczenia doń popa Urbana. W odpowiedzi usłyszał od nich, że nie pozwolą sprofanować swojej cerkwi. Wiedząc, że gromady nie przekona i że o wiele łatwiej rozmawiać w niewielkiej grupie, zażądał aby do rozmowy z nim wystąpili tylko mądrzy parafianie. Unici nie dali się zwieść. "My wszyscy jesteśmy mądrzy - odpowiedzieli - potrafimy cierpieć i bronić naszej cerkwi". Kutanin nie ustąpił. Gotów był się chwycić każdego sposobu, aby wykonać polecenie przełożonych. Przypomniał sobie, że we wsi Derło tej parafii mieszka uczciwy i powszechnie szanowany gospodarz, dzierżawca tamtejszego majątku - Paweł Pikuła. Słuchano go jak "wyroczni". Posłał więc Kutanin do Derła po Pikułę. Wcześniej uprzedził zebranych, aby uczynili wszystko cokolwiek powie Pikuła. Przywieziony i postawiony przed tłumem Pikuła rzekł: "Chciałeś panie naczelniku, abym nauczył lud, jak ma postępować, dobrze więc, spełnię twoją wolę, lecz to ja im powiem, oni od dawna wiedzą; dla nas wszystkich tylko jedna droga - trzymać się silnie naszej świętej wiary, cokolwiek się z nami stać może". Klęknął, a za nim unici, wyjął krzyż, który nosił na piersiach, pod sukmaną, wymówił słowa przysięgi, którą powtórzyli wszyscy. "Przysięgam na moje siwe włosy, na zbawienie duszy, tak jak pragnę oglądać Boga przy skonaniu, że na krok nie ustąpię od naszej wiary i żaden z moich sąsiadów tego nie powinien uczynić. Świeci męczennicy tyle mąk ponieśli za wiarę, nasi bracia za nią krew przelali i my także będziemy ich naśladować"
W tym momencie, po trzech dniach bezowocnych negocjacji Kutanin uznał swą rolę za skończoną. Wierni widząc, że nadchodzi moment decydujący, trwali na przykościelnym cmentarzu. Powiększały się szeregi obrońców, bowiem zebrali się prawie wszyscy pratulińscy parafianie, na wezwanie do obrony przybyło wielu unitów z innych parafii. Obrońcy, jak podano w urzędowym sprawozdaniu, byli uzbrojeni w kołki. Uczestnicy wydarzeń podali, że z myślą o obronie zaopatrzono się także w kamienie, kije i pałki. Kobiety i dzieci pełniły jedynie funkcje pomocnicze. Przybyły 26 stycznia Kutanin zażądał ponownie oddania kluczy, przyjęcia popa na probostwo, porzucenia kijów i rozejścia się. "Panie naczelniku! - odpowiedzieli mu - gdyście zabierali nam organy z cerkwi, a myśmy wam ich wydać nie chcieli, wtedy zaręczyłeś nam, że rząd nie ma zamiaru narzucać nam prawosławia, że chce tylko oczyszczenia naszej cerkwi i wyrzucenia z niej organów. Powiedziałeś pan, że gdyby kto kiedy od nas lub od naszej cerkwi zażądał czegoś więcej, to wtedy możemy wszyscy, starzy i mali, wziąć kołki i za wieś przepędzić każdego, chociażbyś nawet ty sam był tym wtrącającym się do naszej wiary i cerkwi. Tyś sam więc nas nauczył i upoważnił, że dziś stoimy w obronie naszej cerkwi i wiary, gdy nam popa prawosławnego chcecie i wiarę inną narzucić. Dziś sądzisz, panie swoją własną sprawę i swoje słowa. Nie wzięliśmy jednak ze sobą kołków, wolimy stać i umierać bezbronni, przy świętym progu naszej cerkwi". Zawstydzony Kutanin nie dał za wygraną. Zwrócił się do włościan aby wydelegowali kilka osób do Drelowa i Zabłocia, uważając , że to co zobaczą i usłyszą o tamtejszych zajściach będzie miało większą siłę przekonywania niż dotychczas użyte argumenty i może w ten sposób da się wyperswadować unitom bezcelowość dalszego oporu. Unici pratulińscy odrzucili propozycje Kutanina mówiąc: "Po co my mamy gdzie chodzić i na cudzą krew patrzeć, niech lepiej stamtąd przyjdą i na naszą krew patrzą, a przekonają się, że ten sam duch co w nich mieszka ożywia i nas, a ta sama wiara jak dla nich, tak zarówno i dla nas jest droga."
Pułkownik wydał rozkaz do szturmu. Kazał wojsku uderzyć na przykościelny cmentarz, rozwinąć sztandar, nabić broń. "Po trupach naszych pójdziecie do świątyni" zawołali obrońcy i zaparli wrota cmentarza. Dudnienie wojskowych werbli zlało się ze śpiewem unitów, którzy w modlitewnej pozycji podjęli naraz, w różnych miejscach śpiew pieśni. Z polecenia jednego ze starszych unitów pewien młody człowiek uderzył w dzwony, a ich głos obwieszczał mieszkańcom najbliższych okolic, że "zebrani oddają życie za wiarę". Postawa obrońców Pratulina nie odbiegała od postawy ich współbraci z innych parafii. Postępowali zgodnie z ustaleniami, jakie przyjęto na naradzie w Drelowie. Obrońcy nie przyniesli ze sobą straszliwej chłopskiej broni jaką były oprawione na sztorc kosy. Nie wszyscy nawet mieli kije i pałki. Nie posiadali broni palnej, choć zdobycie jej w okresie popowstaniowym nie nastręczało większych trudności. Z całą mocą trzeba podkreślić, że unici nie byli stroną atakującą. Odstępujących żołnierzy obrzucano kamieniami. Zeznający po latach, przed komisją kanoniczną, Potap Bojko powie, że wysyłany "w bitwie donosił starszym kamienie". Dosięgły one Kutanina, Sztajnowi zaś raniono konia. Przekaz rosyjski nie precyzuje, kto bezpośrednio podjął decyzję o otworzeniu ognia do unitów. Bardziej dokładne są polskie przekazy, które wskazują na Sztejna. Gdy żołnierze nabijali broń, każdy z obrońców "rzucił co miał w ręku i ukląkł jak jeden człowiek i chórem zaczął śpiewać wzniósłszy do nieba oczy. Kule leciały jak grad, padli zabici wieśniacy, pochylały się głowy rannych. Źródła polskie zgodnie podają, że jako pierwszy padł Nicenty Hryciuk z Zaczopek. Po nim wystąpił "wysłużony żołnierz gwardii, rozpiął kożuch na piersiach i rzekł: . Jako jeden z pierwszych zginął także Łukasz Bojko, który padł ugodzony kulą w głowę. Dalszą masakrę przerwał wypadek, bowiem żołnierska kula ugodziła gwardzistę strzelającego do unitów po przeciwnej stronie parkanu. Gdy podniesiono zabitego żołnierza dowódca nakazał trąbić do zaprzestania ognia rotowego.
Większość źródeł podaje i zgadza się z nimi tradycja unicka, że w obronie świątyni oddało minimum 13 osób, z czego 9 zginęło od razu, zaś dalsze zmarły od odniesionych ran. Liczba ofiar zdaniem unickich księży byłaby o wiele wyższą "gdyby całe wojsko strzelało na tak bliską metę w tę skupioną masę ludu i nie rzucało kul w górę. Ale nie wszyscy strzelali w górę o czym świadczyły leżące przy świątyni ciała pomordowanych.
Ze skąpych informacji wiadomo, że pogrzeb ofiar nastąpił 27 stycznia 1874 r. Żaden ze świadków indagowanych podczas kanonicznych przesłuchań nie brał udziału w uroczystościach żałobnych. Zbiorowa pamięć wiernych pratulińskich nie zachowała żadnych szczegółów z pogrzebu. Władzom chodziło głównie o sparaliżowanie społeczeństwa - pokazywano więc im pobojowisko i trupy, aby złamać ich ducha. Chciano zapobiec powstania kultu męczenników. Dlatego też ciała, co potwierdza ekshumacja wrzucono do jednego dołu, a ziemię zrównano. Uwzględnienie godziny zgonu ostatniej ofiary dowodzi, że pogrzeb odbywał się w zapadających ciemnościach, ponieważ musiano dowieść ciało z Zaczopek do Pratulina. Dn. 18 maja 1990 r. w obecności biskupa sufragana podlaskiego, ks. Wacława Skomoruchy, delegatów podlaskiego ordynariusza i 7 biegłych lekarzy przystąpiono do rozkopania wspomnianej mogiły. Znaleziono w niej 13 czaszek i 26 kości udowych. Ostatecznie, podczas ekshumacji prochów męczenników potwierdzono kultywowaną przez ponad sto lat unicką tradycję. 6 października 1996 r., Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł Męczenników z Pratulina na ołtarze.
Męczennicy z Pratulina:

Bł. Wincenty Lewoniuk, lat 26, żonaty
Ur. W Krzyczewie w 1849 r. Represjonowany wraz z całą rodziną za trwanie przy unii. Był człowiekiem pobożnym i szczerze przywiązanym do Kościoła. Cieszył się uznanie u ludzi. Ożenił się w Woroblinie z Marianną. Czynnie uczestniczył w życiu parafialnym. Dosięgła go kula podczas pierwszej salwy.
Bł. Daniel Karmasz, lat 48, żonaty
Pochodził ze wsi Łęgi. Ur. W 1826 r. Odznaczał się inteligencją i pobożnością. Nie miał żadnego wykształcenia. Rozmiłowany w Bogu. Z domu rodzinnego wyniósł ukochanie cerkwi. Tercjarz. Pracował na roli. Poważany we wsi prze ludzi. Miał opinie człowieka roztropnego, zrównoważonego i życzliwego. To on stanął wraz z grupą innych obrońców cerkiewki unickiej w Pratulinie 24 stycznia 1874 r. Trzymając krzyż w ręku. Zachęcał ich do sprzeciwu wobec zaborców. Wzywał zgromadzonych do modlitwy, ponieważ tutaj "dokonuje się nie bitwa o kościół, ale walka o wiarę i dla Chrystusa". Dosięgła go śmiercionośna kula.
Bł. Łukasz Bojko, lat 22, kawaler
Urodził się w Zaczopkach w 1852 r. Syn Dymitra i Anastazji z d. Wojda. Mieszkał w Łęgach, gdzie uprawiał rolę. Był człowiekiem religijnym, o łagodnym usposobieniu. Wychowywał się w cieniu Daniela Karmasza. On rozniósł wiadomość po okolicy o konieczności obrony cerkiewki pratulińskiej. Był przy niej 24 stycznia 1874 r. Na polecenie Daniela zaczął bić w dzwony. Lud natychmiast zaintonował: "Kto się w opiekę...". Dosięgła go przed drzwiami kościoła kozacka kula. Zginął na miejscu.
Bł. Bartłomiej Osypiuk, lat 30, żonaty
Syn Wasyla i Marty z d. Kondraciuk. Urodził się w Bohukałach (1844). Co niedziela uczestniczył w liturgii. Był żonaty, miał dwoje dzieci. Rolnik. Odznaczał się pracowitością i troską o dom. Pełnił straż przy świątyni parafialnej. Podczas obrony cerkwi zostało śmiertelnie ranny. Zmarł w domu. Przed śmiercią wyznał, że jest szczęśliwy oddając swe życie za wiarę w Boga. Nie narzekał na okrutne cierpienia. Umierając modlił się za prześladowców.
Bł. Onufry Wasyluk, lat 21, żonaty
Ur. w 1853 r. we wsi Zaczopki. Jego rodzice chcąc go uchronić przed zrusyfikowaniem zapłacili ogromną w tamtych czasach sumę 800 rubli, aby nie poszedł do wojska carskiego. Pełen młodzieńczego temperamentu. Onufry we wsi uważany był jednak za człowieka statecznego. Był sołtysem. W pamiętnym dniu styczniowym nie spodziewał się krwawego zakończenia wydarzeń. Sądził, że prowokację tę uda się rozwiązać przepędzeniem kozaków. Dlatego w pierwszym szturmie czynnie bronił dostępu wojska do cerkwi. W chwili, gdy padł rozkaz strzału, rozwinięto wojskowy sztandar i uderzono w bębny, zrozumiał, że nie jest to awantura, lecz "bitwa za wiarę i dla Chrystusa". Padł trafiony kula w głowę. Świadkiem tego była jego żona.
Bł. Filip Kiryluk, lat 44, żonaty
Urodził się w Zaczopkach 26 listopada 1830 roku. Był rolnikiem. We wsi rodzinnej cieszył się nieskazitelną opinią. Z własnej woli przyszedł z Zaczopek, aby dołączyć się do parafian, którzy modlitwą i śpiewem wyznając wiarę zagrzewali się do wytrwałości w obronie swojej świątyni. Na jego oczach zginął najmłodszy bohater pratulińskiej masakry Anicet Hryciuk, jego sąsiad. Filip widząc co się dzieje zawołał do żołnierzy: "Już narobiliście mięsa, możecie go mieć jeszcze więcej, wszyscy jesteśmy gotowi umrzeć za nasza wiarę". Za chwile padł na ziemię śmiertelnie raniony.
Bł. Konstanty Bojko, lat 49, żonaty
Urodził się 25 sierpnia 1826 roku w Derle. Swoje dzieciństwo i dorosłe lata spędził w Zaczopkach. Był ubogim rolnikiem. Wraz z rodziną pracował na maleńkim gospodarstwie, które z trudem mogło zabezpieczyć podstawowe środki do życia. Korzystał więc czasem z pomocy zasobniejszych sąsiadów, którzy tak właśnie rozumieli i realizowali swoje chrześcijaństwo. Konstanty był człowiekiem bogobojnym. Ta prosta i żywa wiara zawiodła go aż do męczeństwa.
Bł. Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler
Urodził się w Zaczopkach w 1855 roku. Jego rodzice Józef i Julianna troszczyli się o rodzinną atmosferę. Dbali o swego jedynaka. Wychowywali go jednak do wierności Bożemu prawu, które jest fundamentem mądrego, chrześcijańskiego życia. Anicet żyjąc w takiej atmosferze coraz bardziej świadomie przeżywał swą więź z Bogiem. Kochał Chrystusa i Jego Kościół. 24 stycznia 1874 roku idąc do Pratulina z żywnością dla obrońców świątyni powiedział: "Może i ja będę godny, że mnie zabiją". Tak też się stało. Został śmiertelnie raniony w głowę i umarł na miejscu.
Bł. Ignacy Frańczuk, lat 50, żonaty
Pochodził z Derła (ur. w 1824). Jego rodzice Daniel i Akacja, katolicy obrządku greckiego, ochrzcili go w miejscowej cerkwi. Był ojcem siedmiorga dzieci, które wraz z żoną Helena wychowywał w duchu miłości Boga i bliźniego. Świadkowie zeznali, że "był dobrym gospodarzem, a wierność wierze przedkładał ponad wszystko". Dlatego idąc do Pratulina, w styczniu 1874 roku przebrał się w czystą bieliznę i ze wszystkimi się pożegnał, gdyż miał przeczucie, że już nie wróci. Stanął w obronie swej cerkwi w Pratulinie. Kiedy obok niego padł rażony kulą Daniel Karmasz, trzymający w rękach krzyż, on teraz z tym krzyżem stanął na czele broniących świątynię. Tak utwierdzał swoich współbraci w stałości we wierze. Zginał jako jeden z pierwszych.
Bł. Jan Andrzejuk, lat 26, żonaty
Urodzony w Derle 9 kwietnia 1848 roku. Umiał pisać i czytać. Był formowany przez Pawła Pikułę, mieszkańca Derła, który swą inteligencją rozwagą i życzliwością kształtował oblicze nie tylko swej wioski, ale i całej parafii. Był ożeniony z Maryną i miał dwóch synów. Wybrano go śpiewakiem w unickiej cerkwi. Będąc bliżej spraw parafialnych, łatwiej niż inni wyczuwał zbliżające się niebezpieczeństwo. Idąc do Pratulina, aby z innymi bronić ukochanego kościoła, żegnał się z rodziną tak, jakby to miało być ostatnie pożegnanie. W tym dniu został śmiertelnie postrzelony przy kościele. Przewieziono go rannego do domu w Derle, niebawem zmarł.
Bł. Konstanty Łukaszuk, lat 45, żonaty
Przyszedł na świat w Zaczopkach. Był rolnikiem. Został zabity na cmentarzu kościelnym. Prawdopodobnie przebity bagnetem. Osierocił żonę Irenę i siedmioro dzieci.
Bł. Maksym Hawryluk, lat 34, żonaty
Urodził się 22 maja 1840 r. Rolnik, prowadził gospodarstwo we wsi Derło. Podobnie jak Jan Andrzejuk, przy boku Pawła Pikuły uczył się bardziej rozumieć sprawy Kościoła. Żonaty z Dominiką. Miał troje dzieci. Cieszył się opinia człowieka uczciwego i pobożnego. Wcześniej już protestował wraz z parafią przeciwko wyrzuceniu organów z cerkwi. Obawiał się, że może być to zapowiedź większych prześladowań. Dlatego w dzień 24 stycznia 1874 nie zaskoczył go. Podczas obrony kościoła został ranny w brzuch. Umarł w mękach w domu, gdzie przewieziono go nocą. Żona Dominika z dziećmi z wiara i mężnie przyjęła ten krzyż.
Bł. Michał Wawryszuk, lat 21, żonaty
Urodzony w Derle w 1853 roku. W jego młodym sercu od wczesnych lat rozbrzmiewały słowa Pawła Pikuły: "Życie krótkie, wieczność bez końca". Ożenił się w Olszynie. W dzień męczeństwa przyłączył się do obrońców świątyni. Zginął na miejscu.

Źródło: www.unici.republika.pl
Nasz reporter jest do państwa dyspozycji:
Magda Szewczuk

0 komentarze

Podpisz komentarz. Wymagane od 5 do 100 znaków.
Wprowadź treść komentarza. Wymagane conajmniej 10 znaków.